To, że władze europejskich krajów, takich jak: Francja, Wielka Brytania, Włochy, Dania, Austria czy też Holandia, chcą zakazać noszenia burek i zasłon na twarzach wiadomo już od jakiegoś czasu. Politycy powołują się na przepisy mówiące o równouprawnieniu płci, tożsamości i bezpieczeństwie.
Często muzułmańskie stroje, które zasłaniają całe ciało są wykorzystywane przez przestępców. Tak stało się 6 lutego do budynku podparyskiej poczty, do której weszły dwie kobiety. A przynajmniej tak pomyśleli urzędnicy, gdyż obie były od stóp do głów zamotane w burki. Wkrótce okazało się, że pod chustami ukryło się dwóch uzbrojonych po zęby mężczyzn, którzy w kilka minut obrabowali kasę. Epizod zdarzył się jak na zamówienie tych francuskich polityków, którzy w imię bezpieczeństwa narodowego domagają się całkowitego zakazu noszenia w miejscach publicznych burek (a precyzyjnie mówiąc, zakrywających nie tylko ciało, ale również twarz nikabów).
Chrystelle Khendrouche mieszka na jednym z szaroburych islamskich przedmieść Paryża. Idąc na zakupy, sięga po koszyk, portfel i sprawnym ruchem wkłada burkę. 12 lat temu wyszła za Algierczyka i przeszła na islam. Wybrała salafizm – konserwatywną tradycję religijną i społeczną. Od tego czasu, wychodząc z domu, zawsze nakłada „zasłonę integralną”. Światu wolno zobaczyć tylko jej oczy świecące w szczelinie między fałdami czarnej tkaniny.
– Belfegor, ninja, pingwin – tak wielu Francuzów przezywa muzułmanki, podobnie jak Chrystelle zakryte od stóp do głów. Choć na ulicy są rzadkością, budzą ogromne emocje. Według sondaży zakaz noszenia burek i nikabów popiera aż 57 proc. Francuzów. Politycy nie przepuszczają takich okazji. Dlatego już w końcu marca Zgromadzenie Narodowe zakaże noszenia burek we francuskich urzędach, szpitalach i autobusach (na ulicy i w prywatnych autach będą na razie dozwolone). Pod tym względem posłowie i senatorowie są zaskakująco zgodni: francuska prawica wojuje z burkami w ramach obrony narodowej tożsamości, a socjaliści i komuniści – w imię postępu społecznego i feminizmu.
Pierwszą salwę w wojnie przeciw burkom wystrzelił w lipcu ubiegłego roku prezydent Nicolas Sarkozy. W oklaskiwanym rzęsiście przemówieniu w Wersalu mówił, że Francja nie może zaakceptować kobiet ukrywających się pod burką i odciętych od życia społecznego. Potem dołączyło wielu znanych intelektualistów. – Burka to margines, ale niepokojący. Symbol odrzucenia idei integracji we Francji – tłumaczy francuski socjolog Bernard Godard. – Zwalczanie burki ustawą jest dobrą taktyką. Bronimy równych praw kobiet – wyjaśnia słynny francuski myśliciel Bernard-Henri Lévy. Pisarz i filozof André Glucksmann uznaje burkę za „prowokację pod adresem państwa i społeczeństwa”, zaś antropolożka Dounia Bouzar jest gotowa poprzeć wszelkie zakazy, byle tylko zapobiec szerzeniu konserwatywnych nauk salafitów.
Według statystyk liczba kobiet noszących burki i nikaby w Europie przed debatą na temat ich zakazu wynosiła około 400. Obecnie liczba ta wzrosła do około 2000. Są to przeważnie kobiety młode, do 40 roku życia, których matki nie zakrywały twarzy. Socjologowie interpretują te zachowania jako przejaw swoistego buntu kobiet, które chcą decydować o tym, co na siebie włożą i jak będą wyglądać.