Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka o polepszenie sytuacji kobiet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą walka o polepszenie sytuacji kobiet. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 sierpnia 2010

Aisha

Aisha - osiemnastoletnia kobieta, której fotografia znalazła się na okładce aktualnego numeru tygodnika Time, została pozbawiona nosa oraz uszu przez własnego męża, od którego chciała uciec, ponieważ ten od dłuższego czasu się nad nią znęcał. Taki wyrok wydali na nią Talibowie. 

Redaktor naczelny tygodnika miał wielkie wątpliwości, czy zdjęcie powinno znaleźć się na okładce. Ostatecznie, po licznych konsultacjach nawet z psychologami dziecięcymi, zdecydował się pokazać Aishę światu. 

Dramat kobiety rozpoczął się, gdy miała 16 lat. To wtedy jej ojciec wydał ją za mąż. Trafiła do dużej rodziny, która mieszkała w małej afgańskiej miejscowości.- Spędziłam z nimi dwa lata i stałam się więźniem - wspomina Aisha. Była torturowana i szykanowała. Kiedy nie mogła już tego dłużej znieść postanowiła uciec. W ucieczc pomogły jej dwie sąsiadki. Jednakże Aisha zawiodła się i na nich, gdyż kobiety chciały ją sprzedać innemu mężczyźnie. Wszystkie trzy zostały złapane przez policję i aresztowane. Aisha została skazana za ucieczkę na 5 lat pobytu w więzieniu, jednakże kara została skrócona do 5 miesięcy.

Jednak kłopoty kobiety nie skończyły się na pobycie w więzieniu. Jej teść jakimś sposobem ją odnalazł i zabrał do domu. Aisha została postawiona przed talibskim sądem, ponieważ zhańbiła swoją rodzinę. Sąd zadecydował, że kobieta zostanie pozbawiona nosa i uszu, a aktu tego ma dokonać jej mąż. Mężczyzna wykonał wyrok w górach Oruzgan, gdzie zostawił żonę, by ta zmarła. Jednakże Aisha przeżyła i otrzymała pomoc od Organizacji Kobiet w Afganistanie (WAW) oraz od lekarzy zajmujących się rekonstrukcjami ciała. 

ONZ szacuje, że aż 90% kobiet w Afganistanie cierpi z powodu przemocy w rodzinie.  Aisha czeka na operację rekonstrukcji nosa oraz uszu. Każdy może jej pomóc ofiarowując nawet najmniejszą sumę pieniędzy. 

http://www.grossmanburnfoundation.org/aisha.htm





poniedziałek, 7 czerwca 2010

Ciąg dalszy przygód Salvy

Już jakiś czas temu wspominałam o Salvie - przebojowej, animowanej muzułmance z Libanu, która powstała jako część akcji mającej na celu zwalczanie molestowania seksualnego kobiet w tym kraju. Niedawno powstała druga część jej perypetii. Sytuacja dzieje się tym razem w taksówce...


Autorki komiksu w humorystyczny i ciekawy sposób przedstawiają jak kobiety powinny się zachowywać w sytuacjach, kiedy mogą się łatwo stać ofiarami molestowania seksualnego. Salva pokazuje, że trzeba walczyć o swoją godność i szacunek, nawet jeśli w ruch miałaby pójść ulubiona torebka.

czwartek, 18 lutego 2010

Wywiad z Waris Dirie

Pozostając w kręgu Waris Dirie, bo faktycznie w ostatnim czasie bardzo o Niej głośno, chciałabym zaprezentować na łamach tego bloga kolejny już wywiad z tą niezwykłą kobietą, który ukazał się dzisiaj w dwutygodniku VIVA!. Waris  Dirie jest obecnie rozchwytywana przez media, a to za sprawą filmu "Kwiat Pustyni", który niebawem wchodzi na ekrany polskich kin oraz bardzo ważnej sprawy, dla której walczy przez dłuższą część swojego życia - przeciw obrzezaniu kobiet. Zachęcam do przeczytania tego poruszającego i jak zwykle bardzo szczerego wywiadu.


Mieszkasz w Gdańsku? Zadziwiasz mnie. Prawdziwa z Ciebie nomadka. Po Londynie, Nowym Jorku, Wiedniu wybrałaś zimną Polskę?
Waris Dirie:
Zobaczyłam polskie morze i zakochałam się w tym miejscu. To było dwa lata temu. Wynajmuję willę nad samym brzegiem. Przyznaję, zimy są trudne. Często wyjeżdżam po trochę słońca do Afryki. Rozstałam się z ojcem starszego syna. Alleke ma dwanaście lat, mieszka teraz w Ameryce. Ja z niespełna rocznym Leonem jestem tutaj. Dużo podróżuję, a zaproszenia dostaję z całego świata. Wiele lat byłam ambasadorem przy ONZ. Nadal mówię ludziom, jaką torturą dla kobiety jest obrzezanie. Przeżyłam je, a wtedy, choć byłam taka mała, przyrzekłam sobie, że gdy tylko będę wystarczająco silna, będę z tym walczyć. I robię to każdego dnia.
To matka trzymała Cię w ramionach, kiedy inna kobieta okaleczała na zawsze Twoje ciało. Miałaś wtedy pięć lat i nic do powiedzenia. Wybaczyłaś jej?
Waris Dirie:
Wiele lat się nie widziałyśmy. Urodziłam się w muzułmańskiej rodzinie nomadów. Najpierw uciekłam z domu, potem z Somalii. I nigdy nie wróciłam. Tak naprawdę o tym, co się stało, rozmawiałyśmy całkiem niedawno. Mieszkałam wtedy w Wiedniu, mama ciężko zachorowała i przyjechała do mnie na operację. To była jedna z najtrudniejszych rozmów w moim życiu.
Spokojna rozmowa czy dramatyczna kłótnia?
Waris Dirie:
Nie walczyłam. Przekonywałam. „Mamo, nie jest ci wstyd za to, co mi zrobiłaś?”, zaczęłam. Nie miała pojęcia, o co mi chodzi. „O czym ty mówisz?”. Była naprawdę zaskoczona. „O mojej waginie! Co z nią zrobiłaś, mamo?!”. „Co z tobą?”, broniła się. „Kobieta nie może żyć taka »otwarta«. Chcesz mi powiedzieć, że tak nie jest? Że wszystko może się »TAM« dostać?”. Nie przejdą jej przez gardło pewne słowa, musiałam się z tym pogodzić. Nikt z nią tak wcześniej nie rozmawiał. To przecież temat tabu. Wytłumaczę ci, co moja mama miała na myśli. Musisz wiedzieć, że rytualne obrzezanie to nie tylko okaleczenie genitaliów dziewczynki. Po ich wycięciu zszywa się ciało, często akacjowym kolcem. Zostaje jedynie maleńki otwór. I już nie jesteś, jak to nazywa mama, „otwarta”, aż wyjdziesz za mąż. To nie jest naturalne. Widziałaś film, przyszła taka chwila, że gdyby nie pomoc lekarzy, mogło być ze mną bardzo źle. Ta krew, która co miesiąc powinna w naturalny sposób wypływać z ciała kobiety, z mojego nie mogła znaleźć ujścia.
Jak matki mogą robić coś takiego swoim córkom?
Waris Dirie:
Wciąż o to pytam. Jeśli trzymasz w ramionach swoje zdrowe, piękne dziecko, dlaczego w chwilę potem je okaleczasz? Niszczysz tak samo, jakbyś odcięła mu rękę czy nogę. Moja matka zrobiła to, co zrobiła, bo była przekonana, że to dla mnie najlepsze. Taka jest tradycja, kultura, wiara. Choć nie ma w Koranie sentencji, która nakazuje obrzezanie kobiet. Ale ludzie, którzy je praktykują, często nie umieją czytać. Nie czytają też Koranu. Wydaje im się, że Allah tak chce, bo słyszą to od pokoleń. Moja mama modli się pięć razy dziennie. Tymi samymi pięcioma słowami. Poprosiłam ją: „Znajdź w świętej księdze ten właśnie wers. Przeczytaj mi go”. Wiesz, co odpowiedziała?: „Nie umiem czytać.”. „To skąd wiesz, że Koran chce obrzezania?”, nie poddawałam się. „Bo wszyscy tak mówią”. To jest tragedia. Ten zwyczaj jest głęboko zakorzeniony. Nie krytykuję religii, tylko straszną tradycję. Matka myśli: Jeśli nie obrzezam córki, ona nigdy nie znajdzie męża. I idzie z nią pewnego dnia na skraj wioski. Być może nawet z bolącym sercem. Ale idzie.
Ile dziewczynek nie przeżywa obrzezania? Twoja siostra i dwie kuzynki zmarły.
Waris Dirie:
Trudno o rzetelne statystyki. Wykrwawiają się, umierają z powodu zakażenia, powikłań. O wielu nawet nie wiemy. Obrzezaniu oddaje się osiem tysięcy dziewczynek dziennie. Zamknij oczy i wyobraź sobie jedną, a potem dziesięć, sto. I nie płacz, tylko zrób coś! Ponad dwa miliony. Rok w rok. Często w strasznych warunkach higienicznych. Często, jak mnie, zardzewiałą żyletką. Jedyną drogą jest nieustające mówienie ludziom, że to, co robią swoim dzieciom, jest złe.
Ty mówisz. Słuchają Cię?
Waris Dirie:
Mój rodzony brat mieszka w Somalii, ma sześć córek. Każdego dnia powtarzam jego żonie: „Jeśli usłyszę, że dotknęłaś choć jedną, przyjdę po ciebie”. Kiedy rozmawiałyśmy po raz pierwszy, myślała, że żartuję. Gdy zrozumiała, że jestem śmiertelnie poważna, uciekła z domu na dwa dni. Tak była przerażona. Powiedziałam to samo bratu. Wysłuchał mnie. Jestem teraz spokojna. Ale i tak dzwonię.
Spokojna nie jesteś. Bałabym się stanąć Ci  na drodze.
Waris Dirie:
„Mamo, jeśli ta kobieta (a w każdej wsi jest taka szamanka-znachorka) znów to zrobi, nie mów mi, gdzie mieszka, bo ją znajdę, utnę rękę i nogę. Mamo, zrób coś, powstrzymaj to!”, błagałam. Dogląda teraz moich sióstr, bo żyje z nimi blisko. Jest moimi oczami. Pojechałam do Somalii. Zebrałam całą swoją rodzinę, cały klan. Pokazałam palcem: „Ty, ty i ty macie coś do zrobienia. Wszędzie, gdzie pójdziecie, mówcie »stop« obrzezaniu kobiet”. Mama nie chciała zostać ze mną w Europie, wróciła,  bo tak tęskniła za swoimi cholernymi kozami (śmiech). Rozumiem ją. To przecież wszystko, co zna. Ale ma na tej swojej pustyni telefon, często rozmawiamy. Jest teraz moim tajnym detektywem.
Boisz się czasami o siebie?
Waris Dirie:
Nigdy się nie bałam. Nikt, bez względu na to, jakiego jest wyznania, nie wciśnie mi kitu, gdy mówię o przestępstwie. Najgorszym, bo przeciwko dziecku, które nie może się obronić. Czy wiesz, że jeśli zapytasz mężczyznę, jaką kobietę wybierze – obrzezaną czy nie, odpowie niezmiennie: »Nieobrzezaną!«”.
Pytasz o to swoich mężczyzn?
Waris Dirie:
Zawsze o to pytam. Zbulwersuję cię, przyznając, że mam mężczyznę w każdym kraju? (Śmiech). To nie powinno nikogo obchodzić. Mnie samą najbardziej obchodzi walka o godność kobiet.
Jaki mężczyzna najbardziej Cię w życiu zmienił?
Waris Dirie:
Fotograf Terence Donovan. Był wspaniałym człowiekiem. To on zaczepił mnie na ulicy. To on zobaczył we mnie modelkę. Pokazał, jak wspaniale jest być kobietą. I że nie mam się czego wstydzić. Jestem piękna. Spotkanie z nim to był moment, w którym zdjęłam z siebie niewidzialną zasłonę. Ciemny koc utkany ze strachu. Czy jestem wystarczająco ładna? Czy mój tyłek i piersi są w porządku? Terence sprawił, że trafiłam na okładkę kultowego kalendarza Pirelli. Dał mi siłę. Aż zaakceptowałam się w stu procentach. Kiedy więc trafiłam na wybieg i założono mi bikini, pomyślałam tylko bez wstydu: Chrzanić to! Idę! Dajcie mi więcej! I miałam zabawę. Czy to lubiłam? Nie zawsze. Bo robić coś, czego się nie czuje, to dla mnie najtrudniejsze w życiu. Praca modelki bywała torturą. Flesze, pokazy, cały ten zbyteczny blichtr. Nie potrzebuję go. Ale grałam, bo jestem sprytna. Myśleli, że mnie używają, ale to ja używałam ich (śmiech). Aż powiedziałam: „Adios” – żegnajcie.
Odeszłaś głośno. Zamiast kolejnego wywiadu z top modelką postanowiłaś opowiedzieć dziennikarce swoją przeszłość. Dlaczego akurat wtedy?
Waris Dirie: Nie mogłam pogodzić się z tym, co mnie spotkało. Chciałam, by ludzie usłyszeli o potworności, o jakiej być może w całym swoim życiu nie mieli najmniejszego pojęcia. Musiałam to z siebie wyrzucić. Miałam świadomość, na co się porywam, i takich reakcji: „Kobieta z Trzeciego Świata mówi o swojej okaleczonej waginie. O co chodzi? Zabierzcie ją stąd! Uciszcie!”.
Chcieli słuchać. Dwanaście lat temu wydałaś swoją pierwszą książkę „Kwiat Pustyni” – tak tłumaczy się Twoje imię  Waris Dirie. Opowiedziałaś najszczerzej swoją historię. Stała się bestsellerem. Dziś na ekrany wchodzi nakręcony na jej podstawie film. Jakie to dla Ciebie emocje?
Waris Dirie: Po pierwszym seansie byłam dosłownie chora. Ty tylko patrzysz. Ja wciąż czuję. Wyobraź sobie, że tam, na ekranie, jest twoje dziecko. I pozwól sobie poczuć te wszystkie szarpiące do bólu emocje. Nie hamuj ich. Ten film jest dla mnie bardzo ważny. Oby dotarł każdemu do serca. Czasem ludzie spotykają się po seansie: „Widziałem wczoraj fajny film”, mówi ktoś. „Jaki?”, pada pytanie. „Oj, wiesz, tytułu nie pamiętam”. „Kwiatu Pustyni” nie da się z niczym innym pomylić. Jeśli masz powiedzieć: „Nie zgadzam się!”, musisz wiedzieć, z czym. Jeśli myślisz, że ten problem cię nie dotyczy, przekonaj się.
Nie miałam pojęcia, że nawet w Europie poddaje się obrzezaniu kobiety.
Waris Dirie: O mój Boże. W Afryce, na Środkowym Wschodzie, ale tak – również w rodzinach emigrantów w Europie. Dostaję maile od dzieci z Niemiec, Szwajcarii, Austrii. Mają 12, 13 lat. „Widziałam twój film. Świat już nie jest taki sam. Nie mogę go zapomnieć”. To cieszy moje serce. Te dzieci to świat jutra.
Waris, Ty zmieniasz świat. Właśnie przeczytałam, że 20 klanów w Somalii uradziło, by odejść od tradycji obrzezania kobiet. O zakazie obrzezania mówiło się na szczycie w Davos. Razem z francuskim przedsiębiorcą Francoisem-Henrim Pinaultem i jego żoną Salmą Hayek założyłaś właśnie w Paryżu Fundację do spraw Godności i Praw Kobiet.
Waris Dirie: I co? I co! Nie wystarcza mi samo słuchanie, że świat się zmienia. Kiedy usłyszę: „To już się nie dzieje. To koniec!”, wtedy odpocznę. Jest prawo. Ale i to za mało, zło dzieje się w podziemiu. Życie jest tym, co stworzysz. Bywa piekłem. Wciąż chcę zapomnieć o swoim. 

Źródło: http://polki.pl/viva_artykul,10017367.html#ocen_polki_pl

czwartek, 15 października 2009

Baty za noszenie spodni.

Na początku lipca 13 kobiet zostało aresztowanych za to, że miały na sobie spodnie. Zdarzenie miało miejsce w restauracji mieszczącej się w Chartumie - stolicy Sudanu.

Lubna Ahmed al-Hussein - to znana reporterka i członkini misji ONZ w Sudanie. Kobieta była w gronie aresztowanych. Została uznana za winną czynu nieobyczajnego ( noszenia spodni) .Wymierzono jej karę grzywny ( na samym początku, groziła jej kara 40 batów, które miały być wykonane publicznie). Lubna Ahmed al-Hussein miała zapłacić 209 $. Jednakże odmówiła. Od razu przewieziono ją do kobiecego więzienia w Omdurman. Spędziła tam miesiąc.

Kilka zatrzymanych kobiet przyznało się do winy i otrzymało 10 batów.


W Chartumie, w przeciwieństwie do południa Sudanu, obowiązuje muzułmańskie prawo szariatu. Kilka z ukaranych w lipcu kobiet pochodziło z południowej części kraju, gdzie wyznawane jest głównie chrześcijaństwo i animizm.

czwartek, 24 września 2009

Ronak Safarzadeh - możemy jej pomóc!!



Od 2007 roku Ronak Safarzadeh była przetrzymywana w więzieniu. Nie postawiono jej zarzutów. W 2009 roku została skazana na 6 lat więzienia za bycie członkinią Kurdyjskiej Partii Wolnego Życia oraz za działania wymierzone przeciwko państwu - Iranowi.

W czasie trwania procesu, nie przedstawiono żadnych dowodów, które wskazywałyby, że kobieta naprawdę używała przemocy lub też do niej namawiała. Z tego co wiadomo, Ronak Safarzadeh jest działaczką Kampanii na Rzecz Równości i Azar Mehr ( Stowarzyszenia Kobiet w Kurdystanie).

Dnia ósmego października 2007 roku kobieta ta zbierała podpisy wspierające akcje Kampanii na Rzecz Równości. Działo się to podczas obchodów Międzynarodowego Dnia Dziecka w Sanandaj. Następnego dnia funkcjonariusze irańskiego wywiadu zabrali z jej domu komputer, broszury oraz kopie petycji. Ronak Safarzadeh została następnie aresztowana, na czas trzech miesięcy, a w styczniu 2008 roku przeniesiono ją do wiezienia, gdzie przebywa do tej pory.

Na samym początku odmówiono jej kontaktów z rodziną i prawnikiem (!!). Obecnie ma już do tego prawo, ale spotkania muszą odbywać się w obecności strażników więziennych ( jest to pogwałcenie międzynarodowych standardów).

Kampania na Rzecz Równości poinformowała, iż matka Ronak Safarzadeh została pobita przez urzędników w lokalnym biurze sądownictwa 30.10. 2007 roku, po tym jak próbowała się dowiedzieć, co dzieje się z jej córką.

Zwracam się z prośbą do każdego, kto choć trochę przejął się losem Ronak Safarzadeh. Na stronie Amnesty International znajduje się miejsce, gdzie każdy może wysłać apel wzywający do uwolnienia tej kobiety i jej towarzyszy- po polsku, czy też po angielsku. Apele można wysyłać elektronicznie lub listownie.

Choć tyle możemy dla Niej zrobić.

http://amnesty.org.pl/badz-aktywny/kampanie/obroncy-praw-czlowieka/ronak-safarzadeh-z-iranu.html

środa, 23 września 2009

Hana Abdi


Kobieta broniąca praw równości kobiet została skazana na karę pozbawienia wolności 04 listopada 2007 roku. Z więzienia wyszła 27 lutego 2009 roku.

Hana Abdi jest aktywną członkinią The Kurdish women's rights organisation Azar Mehr oraz One Million Signatures Campaign - organizacji, która zwalczyć zapisy prawne dyskryminujące kobiety. Jest również studentką uniwersytetu w Bijar.

Władze przetrzymywały ją przez dwa miesiące nie postawiwszy zarzutów. Następnie kobieta została uwięziona na kolejne czternaście miesięcy na podstawie zarzutów o udział w atakach oraz akcjach na rzecz naruszenia bezpieczeństwa narodowego w Sandandaj - prowincji Kurdystanu. Oskarżyciele stwierdzili, że Hana Abdi była członkinią PJAK - organizacji zbrojnej.

Hana Abdi była przetrzymywana za swoje przekonania i walkę na rzecz wolności kobiet. Jej działalność była pozbawiona agresji.

Zdaję sobie sprawę z tego, że sprawa Hany Abdi jest już zakończona i może nawet przedawniona, jednak moim zdaniem, godna uwagi. Zapewne jest wiele kobiet, takich jak ona, które są karane za swoje przekonania. Dla wielkiej części świata i opinii publicznej są one niewidzialne a ich apel ginie w zatrzęsieniu informacji. Moim zdaniem media powinny nagłaśniać ich działania na rzecz walki o równe traktowanie kobiet, a nie dostrzegać je dopiero wtedy, gdy zostaną aresztowane przez lokalne władze. Wtedy może być już za późno.


poniedziałek, 14 września 2009

Nujood Ali - dziesięcioletnia rozwódka.


Nujood Ali z Jemenu, w wieku dziesięciu lat, została zmuszona do porzucenia szkoły i poślubienia dużo starszego mężczyzny.

"Kiedy wyszłam za mąż, bałam się. Nie chciałam wyjść z domu. Chciałam zostać z moimi braćmi i moimi siostrami, moją mamą i tatą – wyznała Nujood telewizji CNN. - Nie chciałam z nim spać, ale on mnie zmuszał. Bił mnie i obrażał. Torturował". Dziewczynka opowiedziała o tym, jak jej mąż ją bił, gwałcił i poniżał. Gdy zwróciła się o pomoc do swoich rodziców usłyszała, że nie mogą oni nic zrobić, ponieważ jej los leży w rękach jej męża. Matka powiedziała reporterom CNN, ze gdy usłyszała o tym co przeżywa jej córka krwawiło jej serce, ale była bezsilna. Ojciec Nujood nazwał męża córki kryminalistą i kłamcą, ponieważ obiecał nie spać z dziewczynką, do czasu osiągnięcia przez nią pełnoletności.

Pełna odwagi i determinacji Nujood uciekła od męża. Pojechała do sądu, gdzie udało się jej porozmawiać z sędzią. Uzyskała też rozwód. Obecnie mieszka z rodzicami i kontynuuje edukację. Pragnie zostać prawnikiem. Nie chce już nigdy wyjść za mąż.


sobota, 29 sierpnia 2009

Waris Dirie - pustynny kwiat.


Przyszła na świat w muzułmańskiej rodzinie mieszkającej w Somalii. Jej siostra i dwie kuzynki umarły w skutek tradycyjnego zabiegu obrzezania kobiet. Sama została obrzezana gdy miała 5 lat. Postanowiła uciec z rodzinnego domu, gdy została zmuszona do poślubienia znacznie starszego od niej mężczyzny.



Po ucieczce z domu Waris przebywała u swoich krewnych w Mogadiszu a następnie u swojego wujka w Londynie, gdzie pełniła obowiązki jego służącej. To właśnie w Londynie wypatrzył ją słynny fotograf mody Terence Donovan. To właśnie dzięki niemu została modelką i w 1987 roku jej zdjęcie ozdobiło okładkę kalendarza Pirelli.


Kariera Waris w modelingu nabrała niebywałego tempa. Współpracowała z największymi domami mody - między innymi z Chanel. Brała udział w kampaniach reklamowych Revlon, Levi's czy też L' Oreal. Pojawiała się na okładkach najbardziej prestiżowych pism o modzie - Vogue'a, Elle, Glamour.


W 1997 roku udzieliła przejmującego wywiadu dla Marie Claire, w którym opowiedziała swoją historię. W tym samym roku została ambasadorką ONZ i zaczęła walczyć przeciw rytualnemu zabiegowi obrzezania kobiet.


Sukces odniosła napisana przez nią książka oparta na jej wspomnieniach pod tytułem : " Kwiat pustyni". W 2008 roku rozpoczęły się prace nad adaptacją powieści. Premiera planowana jest na jesień 2009 roku.


Waris Dirie napisała jeszcze kilka innych książek :



  • " Córka nomadów"


  • " Przełamać tabu"


  • " Dzieci pustyni"


  • " List do matki. Wyznanie miłości"

Obecnie modelka i pisarka mieszka w Wiedniu ( posiada austriackie obywatelstwo) z synem.



sobota, 22 sierpnia 2009

Shirin Ebadi - broniłam ofiar.


Książkę autorstwa Laureatki Pokojowej Nagrody Nobla 2003 - Shirin Ebadi miałam w swoich zbiorach od prawie 2 lat, jednak dopiero niedawno po nią sięgnęłam. Lektura pochłonęła mnie bez reszty. Jest to wstrząsająca opowieść kobiety, która mimo wielkich przeszkód postanowiła bronić poszkodowanych i walczyć z irackim systemem.


Shirin Ebadi urodziła się 21 czerwca 1947 roku w Hamadanie, jednak większość życia spędziła w Teheranie. W pierwszej części książki autorka opisuje swoje obserwacje dotyczące swojego dzieciństwa oraz innych dzieci. " Gdy dzieci dorastały, przywileje chłopców - od możliwości swobodnego biegania po okolicy do nieskrępowanego zawierania najróżniejszych znajomości - stawały się coraz liczniejsze, podczas gdy dziewczynek kurczyły się; dziewczynki miały pozostać najeeb, dobrze wychowanymi pannami o nieskazitelnej reputacji. W kulturze irackiej za rzecz naturalną uchodziło, że ojcowie bardziej kochają synów jako tych, którzy w przyszłości zrealizują ambicje rodziny (...) W naszym domu rodzice obdarzali nas uczuciami i uwagą po równo i stawiali nam takie same wymagania. (...) Dopiero wiele lat później uświadomiłam sobie, że przekonanie o równości płci wyniosłam przede wszystkim z domu. Musiałam spojrzeć na swoje miejsce w świecie z perspektywy osoby dorosłej, by dostrzec, że wychowanie ustrzegło mnie przed poczuciem niższości i wyuczonej zależności, rzucającym się w oczy u kobiet dorastających w bardziej tradycyjnych domach. Dzięki ojcu stałam się osobą niezależną, sama wybierałam zabawy i sama podjęłam decyzję, że zostanę sędzią; nabrałam pewności siebie, z której długie lata nie zdawałam sobie sprawy, ale którą później uznałam za najważniejszą rzecz wyniesioną z domu".

Po studiach prawniczych Shirin została sędzią. Jak sama wspomina, zakładała codziennie rano garsonkę i szła do ministerstwa sprawiedliwości. jej wykształcenie i to, że sprawowała urząd sędziowski, było dla wielu mężczyzn konkurujących o jej względy nie do przyjęcia. Wielu pretendentów do jej ręki uciekało dowiadując się kim jest i co robi. " Mężczyźni woleli mieć w rodzinie pozycję dominującą, a niezależna kobieta, mająca własne zainteresowania, byłaby oczywiście mniej skłonna podporządkować się mężowi i być na każde zawołanie". Jednak znalazł się w końcu mężczyzna, który zaakceptował jej niezależność. Stworzyli razem kochającą się i wspierająca rodzinę. Kilka lat po ślubie zostali rodzicami dwóch córek.

Rewolucja Islamska stała się bardzo ważnym momentem w życiu Shirin i jej rodziny. Nagle, poważana pani sędzia, została zdegradowana do stanowiska podrzędnej urzędniczki i została zmuszona do noszenia zasłony. Sytuacja polityczna zmieniała się z dnia na dzień. Kobieta postanowiła się nie poddawać i wkrótce otworzyła swoją prywatną kancelarię. Zajęła się obroną ofiar przemocy, bitych dzieci, maltretowanych kobiet, więźniów politycznych. ( Nie pobierała za swą pracę wynagrodzenia)

Shirin Ebadi walczyła z absurdami prawa islamskiego, które cofnęło ten kraj do VII wieku. Wytykała sędziom absurdalne wyroki :" To niesprawiedliwe, że dziewczynka została zgwałcona i zabita, a jej rodzina w wyniku postępowania sądowego straciła cały dobytek i dach nad głową, to niesprawiedliwe, że ofiary są teraz dodatkowo karane przez prawo". ( rodzina wspomnianej dziewczynki musiała wyrokiem sądu zapłacić za egzekucję gwałciciela i mordercy ich córki, by zmyć z siebie hańbę i przywrócić honor).

Shirin Ebadi sama trafiła do więzienia, za to, że broniła według władz nieodpowiedniej osoby. Ludzie byli zastraszani, bici - ktoś na torturach wypowiedział jej imię...Jednak mimo tego wszystkiego kobieta się nie poddała. Nie dała się zastraszyć i postępowała tak jak zwykle. Po wyjściu z więzienia dalej walczyła o prawa dyskryminowanych.

W 2003 roku została Laureatką Pokojowej Nagrody Nobla. W wielu krajach takie wyróżnienie spotkałoby się z wielkim uznaniem. Jednak nie w Iranie. Owszem, ludność tego kraju - w przewadze kobiety były z niej dumne i wierzyły, że coś się zmieni. Jednak życie Shirin zostało wystawione po tej nagrodzie na jeszcze większe niebezpieczeństwo ( już kiedyś grożono jej śmiercią). Przydzielono jej całodobową ochronę.

" Broniłam ofiar" to przepięknie napisana książka, którą polecam do przeczytania. Jest to historia niezwykłej kobiety, żyjącej w trudnych czasach, która swym uporem pokazała, że można żyć według swojego sumienia mimo przeciwności losu.




czwartek, 6 sierpnia 2009

Nie chciała milczeć - takie kobiety pomagają zmieniać rzeczywistość


26 lipca w The New York Times pojawił się wstrząsający artykuł o Assiyi Rafiq. Gdy dziewczyna miała 16 lat, została sprzedana przez " przyjaciółkę rodziny" dwóm przestępcom, którzy mieli koneksje rodzinne wśród prominentów z Pakistanu. Była przez nich przez ponad rok bita i gwałcona. Gdy trafiła w ręce policji, myślała, że jej dramat się wreszcie skończy. Jednakże się myliła. Czterech policjantów zaczęło ją na zmianę gwałcić - tak zeznała dziewczyna. Według panujących zasad, powinna była popełnić samobójstwo, by zmyć hańbę z siebie i swojej rodziny. Postąpiła inaczej - postanowiła walczyć o swą godność, ponieważ to ona była ofiarą.


Zgodnie z panującym na wiejskich obszarach Pakistanu obyczajem, zgwałcona kobieta powinna popełnić samobójstwo, by zmyć hańbę z siebie i honoru swojej rodziny. Jednakże Assiya zdobyła się na odwagę, by walczyć ze swoimi prześladowcami i co najważniejsze, by ujawnić co się tak naprawdę stało. Dziewczyna stara się wnieść oskarżenie przeciw porywaczom jak i policjantom, którzy wyrządzili jej ogromną krzywdę. "Zdecydowałam się wnieść sprawę, bo nie chcę, żeby to samo przydarzyło się komukolwiek innemu" – mówi stanowczo Assiya.


Bandyci, którym została sprzedana, byli zamieszani w rabunek złota. Wynegocjowali ugodę z policją. Wręczyli łapówkę i dziewczynę. Policja obarczyła Assaiyę winą za kradzierz złota. Jak wynika z opowieści Assiyi, czterech policjantów - w tym komendant przez następne dwa tygodnie biło ją i gwałciło.


Dziewczyna jest cały czas zastraszana przez policję. Jej cała rodzina musi się ukrywać. Dwie siostry i trzech braci Assiyi musiało zrezygnować z nauki w szkole i trudniej będzie im znaleźć mężów i żony, ponieważ Assiya uznawana jest za "pohańbioną". Większość krewnych mówi jej, że powinna się poddać. Jednak dziewczyna chce walczyć dalej. Nie tylko dla siebie - przede wszystkim dla innych kobiet.




sobota, 21 lutego 2009

Królowa Rania


Rania Al-Abdullah - królowa Jordanii jest jedną z najsłynniejszych muzułmanek na świecie.
Urodziła się w Kuwejcie, w rodzinie palestyńskich emigrantów. Dla jej rodziców priorytetem było to, żeby zdobyła solidne wykształcenie. Ukończyła administrację biznesu na amerykańskim uniwersytecie w Kairze. Po zdobyciu dyplomu pracowała w Citybanku a później w Apple Computers. " Gdyby nie wykształcenie, byłabym nikim" wyznała w jednym z wywiadów prasowych, w którym zachęcała kobiety do zdobywania kwalifikacji i wykształcenia.
Nie nosi tradycyjnych strojów ani chusty, ponieważ preferuje nowoczesny styl ubierania się.
Księcia Jordanii poznała na przyjęciu. Pół roku później byli już małżenstwem. Mają 4 dzieci. Od kiedy została królową w 1999 roku, bardzo często się wypowiada. Wystąpiła w NBC, CNN i w Oprah Winfrey Show.
W 2008 r. prowadziła na You Tube videobloga, na którym odpowiadała na pytania dotyczące islamu, walki o prawa kobiet, czy też terroryzmu.
Rania jest założycielką centrum pomocy dla dzieci ofiar przemocy i nadużyć seksualnych, czym naraziła się na niezadowolenie ze strony konserwatywnych polityków. Taka sama sytuacja miała miejsce gdy publicznie poruszyła temat morderstw z honoru.
Królowa podkreśla, że zależy jej na tym by być blisko zwykłych ludzi: " Wielu ludziom wydaje się, że jako królowa nie mam pojęcia o codziennych problemach kobiet...Oglądam wiadomości, czytam gazety i tak samo jak każdą kobietę martwią mnie konflikty i zamachy. Od zwykłych kobiet różnię się tym, że moje stanowisko pozwala mi zrobić więcej, by pomóc tym, którym się nie poszczęściło".

Template by:
Free Blog Templates